urodziłem się w roku pańskim 1972…
ja rozumiem że każdy rocznik uznaje swoje pojawienie się na tym łez padole, za absolutnie przełomowy. ja rozumiem że jestem jeno pyłkiem, w kosmosie…. jeno maleńkim pryszczem na wielkiej dupie świata…. i ja, z całym moim pokoleniem mieliśmy niewielki wpływ na pozycję w jakiej siedzi świat w wielkim wytartym fotelu z niekończącym się kubłem popkornu w rękach…. Może wspólnymi wysiłkami, groźbami wojny atomowej, wymordowaniem wielu gatunków istnień, destabilizacji klimatu i totalną rujnacją relacji międzyludzkich, przykuliśmy uwagę tego rozleniwionego widza… może nawet podrapał się w to miejsce w którym my go swędzimy … może nawet odczuliśmy to poruszenie, i sami poczuliśmy się spiryt muwens tej historii. ale nie oszukuję się. wyjątkowość naszego pokolenia opiera się głównie na tym, że wyciągnęliśmy spod szafy kilka nieznanych wcześniej problemów… i zaczęliśmy je leczyć w całkiem nowatorskie sposoby i warto by było żeby ci co idą po nas nie leczyli się już w tak chybiony sposób.
no to teraz w dużym skrócie przybliżę realia mojego dzieciństwa. robię to w odpowiedzi na pytania jakie cisną się nowym pokoleniom… np moji synowie którzy są już dorośli do pewnego stopnia, mogą zakrzyknąć… No jak kurwa!!!! albo nieco łagodniej np elli lama sabah tani ….. czyli co ty kurcze odpierniczasz…. oni też potrzebują nas zrozumieć, żeby ułetwić pracę swoim terapeutom….
Moji dziadkowie…. Od strony ojca… Bo to on był dla mnie wzorcem… Daleki dziki wchód, dziadkowie mieszkają z niewielkim majątkiem ale w radosnej atmosferze …. Nagle przychodzi grypa hiszpanka. Umiera mniej więcej połowa rodziny…. Ci co przeżyli, nieco inaczej widzą świat. Potem 17 września. Mężczyźni jadą na słoneczną Syberię , w tym mój dziadek. Kiedy ruscy słabną budzi się Bandera, i ta część co nie została wywieziona, ginie w większości od UPA….. Z kilkunastu rodzeństwa, przeżywa piątka…. 1/3 raptem…. Babunia jedzie na ziemie odzyskane, z dzieckiem , krową i workiem zboża . dostaje dom i współlokatorów. Walcząc o swoje , dosłowni sierpem i młotem, przekonuje współlokatorów do ucieczki… po kilku latach dziadek odnajduje babunie i z tej radości płodzą kilka dzieci. W tym mojego ojca. nie są to owoce miłości. Oni swoje emocje dawno upchali w buty. Dzieci były tanią siłą roboczą na gospodarstwie. rytm życia, każda czynność była już podporządkowana przeżyciu. Pełna piwnica ziemniaków była celem samym w sobie a nie rozterki emocjonalne../
Mój ojciec wiedział już że trzeba czegoś więcej…Nauczył się już surowości. wiedział że emocje są słabością. jednak pielęgnował je w stosunku do mojej mamy. Ona pławiła się w tym bezkarnie, i egotycznie…. w taki oto sposób się pojawiłem. byłem pierworodnym, więc rodzice byli zdeterminowani żeby wychować mnie na supermena. Ojciec czół się w obowiązku nauczyć mnie kontroli bólu i przestrzegania zasad. Na ościeżnicy drzwi był wbity gwóźdź a na nim dyscyplina. Tatuś nie był z natury złotą rączką . potrafił np wybudować dom w stanie surowym… ale wymiana szprychy koła w rowerze całkowicie go przerastała. Zrobił jednak dyscyplinę i ją powiesił żebym w każdej godzinie dnia pamiętał czego będzie używał po powrocie do domu. dyscyplina to był taki krótki bat, rodem z cesarstwa rzymskiego. kilkanaście rzemieni przytroczonych do kija. na końcu rzemieni były pozawiązywane supły. tatuś wyjaśnił mi że te stosowane w armii rzymskiej miały zawiązane kostki od kurczaka, lub w ekskluzywnej wersji metalowe haczyki. Czułem więc ulgę kiedy leczył tą dyscypliną moją leworęczność lub jakieś inne moje wady…miał zasadę, po każdym razie musiałem głośno odliczać który to już raz… Dzięki temu mogłem lepiej zapamiętać proces i odnieść większe korzyści…. Wszak mówiło Pismo… Kto miłuje swego syna ten go karci… Pismo wspominało też o nieustającej rózdze karności, a że tata bardzo dosłownie to wziął do serca, to dzieciństwo było wielce trudne…. TATA…. Jakim kurna przeoczyłeś te wszystkie wątki o miłości i współczuciu a nauczyłeś się tych dwóch wypowiedzi Salomona, bardzo niefortunnie przetłumaczonych z resztą!!!! przecież inkwizytorzy popełnili ten sam błąd tylko na większą skalę. Tak czy siak, zdaje się że przez złe wzorce, wylał mnie z kąpielą. Na pocieszenie, moje młodsze rodzeństwo wychowywał już nieco inaczej…
to chyba będzie dłuższy rozdział 🙂
Szkoła była wtedy jaka była. Apele, pochody, hymny…. Więźniowie obozów wizytowali nasze lekcje i pokazywali świeżo zasklepioe rany i numery wytatuowane na przedramieniach. Szkoła budowała w nas poczucie krzywdy i wskazywała wrogów…Ja wychowywany byłem w totalnej opozycji do tych patriotycznych wartości. Byłem jednak przekonany, że ucząc się pilnie będę wiódł stabilne życie. idąc do szkoły o określonym profilu, miałeś pewność że o ile się wcześniej nie zapijesz, to twoja przyszłość to stan głębokiego spokoju łazarza. Nie mogłem się doczekać aż zasilę swoją energią cały ten świat. Wejdę w tryby i stanę się częścią wielkiego mechanizmu.. ależ się zdziwiłem.
lata 90te na które przypadło moje dorosłe życie to był meksyk…. Bareja dokumentował to w swoich filmach na bierząco, ale rzeczywistość przerastała wyobraźnię. Poeci cierpieli manifestacyjnie, zapijali się przy tym bez pamiąci… Hłasko, Stachura wsześniej młodzi dwudziestoletni … Norwid… on przede wszystkim….
Coraz to z ciebie, jako z drzazgi płonnej, lecą wokoło szmaty zapalone… gorejąc nie wiesz czy stajesz się wolnym… czy to co twoje ma być zatracone……
Wszyscy pili do odcięcia …. ale o tym osobny rozdział….. przed chwilą upadł system, a ja właśnie wchodzę na arenę i potrzebuję za coś oddać życie. za te wszystkie krzywdy, za barak miłości,, chcę ideii. wszyscy naokoło , ci nieco starsi pływają gładko i wykorzystują okazję rodzącego się kapitalizmu, a ja tu z halabardą przygotowany do walki…. no i o…… Nie cierpiałem wtedy zbytnio, nie zastanawiałem się nad swoim losem. byłem gotowym do działania trybikiem od maszyny którą wycofano z użycia. takie części normalnie wiezie się do huty i przerabia na surowiec . Radziłem sobie jednak doskonale. miałem własne mieszkanie, w wieku 21 lat zostałem kierownikiem w dużej firmie, miałem małego fiata i to wszystko sam wyrwałem życiu z gardła… co mgło pójść nie tak?
Żyłem zgodnie z ideą zacytowanego wiersza. nie będę go tłumaczył, bo raczej wszyscy są tu dorośli…. o jednym tylko nie miałem pojęcia…. ze wszystkich nauk, zarówno w szkole jak i w oświeconym domu, nikt, ale to kurna nikt, nie powiedział mi, jak odkryć siebie i nauczyć się własnych emocji…. w szkole hodowano robotników, karnych , silnych i uległych. W domu ojciec miał swoją wizję tego kim mam być i nie tolerował odchyleń od tego planu…. to w jakiś sposób mnie ukształtowało. jak wypalone znamię na duszy. Tego nie da się zmyć. Musisz zrozumieć, że choćbyś tego nienawidził, to ono już zostało wypalone i stanowi część ciebie. Skóra i mięso pod tym znamieniem, jest całkowicie martwa. To co tam było już jest martwe i trzeba to zaakceptować. Efekt był taki że choć funkcjonowałem niezwykle sprawnie, to gdzieś pod skórą gromadził się zaległy i bierzący ból. Co dziwniejsze, nie towarzyszył mi na co dzień. jednak w momentach kiedy piłem alkochol…… eksplozja rozpaczy, żalu i zaległych łez których nie wolno mi było wylewać w dzieciństwie. Kumple uważali to za coś naturalnego, ot element wschodniej duszy. Cierpienie nagromadzone przez pokolenia, wódka kompulsywnie wypita z gwinta, musi dać upust swym emocjom. to zdrowe, tak musi być…. w końcu nie rzucałem się na ludzi, nie niszczyłem mebli… więc to wszystko to normalne przecież….
i tak zmarnowałem kolejnych 20 lat życia….. Nawet nie będąc tego świadomym. Nie przypuszczałem nawet że istnieje inne życie. ponad wszystko pewny swych racji tkwiłem podświadomie w poczuciu żalu niszcząc wszelkie relacje. byłem królem życia wręcz poetą. nie potrafiłem jednak tak naprawdę cieszyć się życiem. Zarażać radością ani spokojem. Taka mała dygresja…. z wielu umiejętności jakie posiada ludzkość, rozszczepianie atomu, komutery itd itp… naprawdę niewiele decyduje o jakości życia. w szkołach uczymy rywalizacji podczas gdy kluczowa jest praca w grupie… Rozwijamy karając podczas gdy system nagród rozwija najbardziej. kształtujemy ciało i gloryfikujemy powierzchowność , tymczasem kompletnie olewamy wnętrza…. nie dziwię się zatem, że ludzie wierzą w teorie spiskowe, które mówią że jesteśmy chodowani do tego żeby być tanią siłą roboczą, zasilającą swoją energią jakieś tajne stowarzyszenia sprawujące nad nami władzę…..
Jako naród mamy swoich Żydów, Niemców, Ukraińców…. wszystkich przez których niczego nie da się zrobić…. pozostaje tylko rozkradać bez pamięci tą ojczyznę, bo w końcu nam się należy… jako ludzie mamy swych pijanych ojców, niekochające matki, zimnych dziadków…… wredne żony, zdradzieckich przyjaciół… krzywo patrzących sąsiadów, idiotów jeżdżących po ulicach, debili uczących w szkołach, lekarzy działających na naszą szkodę…. znacie może choć jedną instytucję która realizuje swoje cele dla naszego dobra….?????
a może tak zwyczajnie skoncentrować się na sobie? w wieku 40tu paru lat tak właśnie zrobiłem. jestem zaszokowany tym eksperymentem. przede wszystkim tym że wszystkiego muszę nauczyć się od nowa. można popaść w kompleksy. to jest upadek z bardzo wysokiego konia….

Dodaj komentarz