Syndrom Dyzmy.
Istnieje kilka, całkowicie różnych od siebie postaw ludzkich… Ludzie dzielą się na… 🤣🤣🤣… Tak czy inaczej istnieją jednostki niezwykle uporządkowane, działające w całkowicie zgodzie z prawem. Ze wszystkich sił wiodą swój los wg podręczników, kodeksow praw i obyczajów obowiązujących w danej społeczności. Wiodą te życie i wiodą aż gdzieś koło czterdziestki lądują na kardiologii, tudzież wszelkich innych przytulkach. Ta ich postawa jest godna pochwały. Idealnie pasują do systemu który żywi się każdą formą energii ktorą są w stanie wypluć.
Po przeciwnej stronie osi jest cała masa rebeliantów, którzy funkcjonują głównie po za prawem. Ich z kolei lubią nasze żony my sami starannie tłumimy w sobie wszelkie cechy które mogły by nas do nich upodobnić. Ci ludzie, to różnej maści przestępcy, politycy, duchowni… Czyli wszyscy ci z którymi nie chcemy wspólnie dzielić stołu ani łoża. Na granicy tych światów są my…. czyli nie do końca legalni, czyli trochę cwani a na pewno nie głupi, ale nie pogodzeni z systemem…. Kultowym przedstawicielem tego gatunku jest nasz staropolski Dyzma, ale też i Grzegorz Brzęczyszczykiewicz…. ale i w innych krajach są przedstawiciele tego gatunku. z racji tego że żyłem w Wałbrzychu, opowiem wam o naszym czeskim przyjacielu. nazwijmy go Honza….. Oto opowieść… Pewnego razu …… Bardzo potrzebowałem pieniędzy…..wiem że teraz mówicie : niemożliwe!!!!… Udałem się więc …..(niestety w tych latach wizyta w banku zarezerwowana była dla społecznych elit, objętych gwarancjami, żyrantami i niepokalaną przeszłością). no więc ja udałem się do uroczego kurwidołka na poniatowie. willa tuż za strumykiem, osłonięta od wzroku ciekawskich potężną lipą i strumykiem. Kilka pokoi na wypadek gdyby napatoczyła się jakaś koleżanka, mały bar i kilka stolików przy których ważyły się losy kraju i snuły się plany na interes życia. To tam był usadowiony lokalny inkubator przedsiębiorczości. Tam też rezydowało kilku zaznajomionych jeszcze na studiach wyrwikufli…. dostrzegłem ich od razu i podszedłem z promienną miną. Byłem gotowy zrobić im małą przysługę w zamian za 50 góra 100 tysięcy. Siedzieli z gościem którego nie znałem jeszcze wtedy….. Serwus panowie- siadaj Sławek, właśnie o tobie gadaliśmy…. (jestem w domu, pomyślałem)… to jest Edwin Cudaczny… (nazwisko trochę zmienione)…. a ja jestem Sławek Wokólski(nazwisko jeszcze bardziej zmienione)…. Edwin był wówczas naczelnikiem urzędu skarbowego. to ty jesteś ten wokólski???? powiedział zdumiony Edwin… Toż to ja mam na ciebie całą szafę kwitów i jednego śledczego!!! Tak, to jam ci to… odpowiedziałem skromnie. Podaliśmy sobie rękę, odwieczni wrogowie, jak by nasza rywalizacja nadawała sens naszemu życiu, a jednak tu na tej świętej ziemi, bez tej sportowej złości potrafiliśmy razem zasiąść do butelki wódki…. czyż to nie piękne???? Potrzebuję kasy….. określiłem cel mojej wizyty…. Edwin pokiwał głową ze zrozumieniem…..kto jak kto, ale on najlepiej wiedział że mam kłopoty…. Dużo? zapytały chłopaki…. nie…. stówa wystarczy…. OK… ale przysługa za przysługę…. no jasne…. Zakrzyknąłem zastanawiając się jednocześnie, jak nisko przyjdzie mi zejść w ramach wdzięczności. cena za takie usługi w owym czasie była bardzo przyzwoita, 30% pozyskanych środków. to było wręcz konkurencyjne dla oferty banków. Gdyby oceniać wyłącznie cyfry to ci przestępcy wypadali znakomicie w porównaniu z bankserami. osoba o otwartym umyśle w mig dostrzegała tą różnicę. wróćmy do tematu… co mam zrobić??? pytam zmotywowany…. Widzisz tego pajaca tam? Weź go do lasu i zakop…..
Nosz ….jak zapewne przypuszczacie, nie mam w zwyczaju nikogo nigdzie wozić ani zakopywać. może podwieźć, ale zakopywać?! ogólnie brzydzę się przemocą, może dla tego że nie jestem predysponowany do przemocy. znam paru kumpli którzy i owszem. Z braku innych środków wyrazu, komunikują się jedynie spółgłoskami i przemocą. dla mnie był to całkiem nowe. owszem, wcześniej w ramach samoobrony, ale tak poprostu to nigdy… To był rzeczony Honza… I tu zaczyna się moja opowieść….. cześć…. musimy razem pojechać, mam nadzieję że rozumiesz. – tak tak, Honza ucieszył się na myśl o podróży…. To bardzo osłabiło moje morale, jakiś opor, agresja która mogła by wzbudzić moją agresję…. a tu nic. dziecko we mgle. Każdy mógł by utłuc tego nieszczęśnika, gdzie jest haczyk? Wałbrzych rozciąga się pomiędzy wzgórzami, jest dosyć rozległy,. postanowiłem wywieźć go na pks i poprosić grzecznie żeby się nie pokazywał… nie wiedziałem wtedy jeszcze że Honza w latach swojej świetności wyłudził kilka pociągów węgla w wałbrzychu i uprowadził w nieznanym kierunku. Litościwy ja, mając wybór, dałem mu szansę na nowe życie…. ( czasem potem zastanawiałem się nad tym dlaczemu, skoro ja mogę dać taką szansę, do dobry , bądź co bądź Bóg, może mógł by być może dać ją mi… )…. Tak czy inaczej, dostałem wtedy tel że koniecznie musze zajechać do mnie na studio…. pks potem, teraz studio… problemy które tam napotkałem były dość błahe. Okazało się jednak ze na studio siedziała na kawie Danuta……………
Honza nie został w samochodzie. Nie uciekł też gdzie popadnie…. był jak cień za moimi plecami… zanim zdążyłem go przedstawić, on sam przedstawił się Danucie. jako atache kulturalny przy ministerstwie do spraw kultury, który pragnie pogłębiać przyjaźń między narodami i ma nieograniczone środki na wydarzenie kulturalne które scali nasze bratnie dwa narody… (Danusia, jakkolwiek piękna kobieta, wiodła prym w trzyosobowej grupie aktorskiej, i podnajmowała za grosze salkę teatralną w zamku Książ)…. Tak czy inaczej, skoro ten był atache, to Danuta była dyrektorem generalnym z ramienia…. i żeby nie być gołosłownym zaprosiła Honzę na najbliższe przedstawienie w zamku Książ…. to był moment….. to była mała chwila nieuwagi…. to była też moja słabość. trzeba było zaufać kolegom. przedstawienie było za trzy dni. rozpromieniony Honza podziękował za podwózkę i najpierw uderzył prosto w serce przdsięwzięcia. Pojawił się w zamku na specjalne zaproszenie Danuty zakwaterował się w tamtejszym hotelu, obiecując że minister kultury Czech raz w miesiącu będzie opłacał fakturę za kwaterunek i wyżywienie. dyrektor hotelu znał Danutę… kturz jej wtedy nie znał… zaakceptował warunki Honzy i zaczęła się miesięczna hossa… jednak Honza nie ograniczał się do mieszkania w zamku i pałacowej kuchni, zaczął krążyć po mieście i wyszukiwać co atrakcyjniejsze właścicielki sklepów … znalazł ich kilka i zaprosił na imprezę w Książu. Danuta, postanowiła uświetnić wizytę Honzy. Na sali Maxymiliana w Książu odbył się koncert. jej ówczesny partner grał na skrzypcach, były mąż ogarniał nagłośnienie, płowa dziewica grała na fortepianie, a Danuta w sukni z epoki i traperach dawała wokal. Honza nie był by sobą gdyby tak spokojnie to odebrał, wyskoczył na środek w swojej przetartej koszuli, z jednym rogiem w spodniach drugim na wierzchu i zaczął przemowę… że kocha Polskę, jego babiczka jest z pod chrzanowa, i że w dowód przyjaźni polsko – czeskiej zaśpiewa on sam. w malowanym dzbanku.. Robert próbował dostosować skrzypce, zielwica plumkała na fortepianie a Honza po pierwszej zwrotce zachęcał salę do śpiewania,, nosz…. święta ziemia, złocenia, mistrzowsko wykonane meble… jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce… ludzie w garniturach i wieczorowych sukniach. nikt nie powie weź spierdalaj… to jest oficjalna impreza. międzynarodowa. każdy myśli to samo ale to Honza śpiewa…. co ja tu kurna robię … Tak niespostrzeżenie przebiegł mu miesiąc. ale najlepsze przed nami… impreza na cześć przyjaźni Polsko-Czeskiej się odbyła! każdy miał zagwarantowany apartament.(oprócz pani z obuwniczego i z sąsiedniego pamiątkarskiego, one miały nocować w apartamencie Hozy) okrągły stół i open bar…. (wyobrażacie sobie , że istniały wtedy alkohole których jeszcze nie piłem?) honza przez ten miesiąc zdążył zapoznać, zauroczyć i zadłużyć (zasada 3 razy zet) jakąś żądną miłości nieszczęśnicę… trzech kucharzy w pocie czoła stara się zaspokoić nasze gusta… pani z obuwniczego spełnia swe marzenie i zamawia devouilaja, gwiazda ze sklepu z pamiątkami chce płetwę rekina… wszystko jest na wyciągnięcie ręki….. to jest ostatni dzień miesiąca rozrachunkowego…… na wynos wzięliśmy wszystko co stało na półkach…. kucharze chcieli już iść a i kelnerki wiedziały że napiwków tu nie będzie, bo przecież nikt tu groszem nie śmierdzi… imprezę dokończyliśmy w apartamentach…. najlepsze jest to…. Ze Honza stawił się na śniadaniu z Danutą. było to istotne. właściciel restauracji miał mu wręczyć fakturę, i miał być ustalony budżet na wielką współpracę. Honza się pojawił, Danuta też…dyrektor trochę się spóźnił. akurat tyle żeby się najedli…. kiedy przyszedł, Honza musiał wyjść do toalety. Na krześle pozostała marynarka. akurat padał deszcz. Nikomu nie przyszło do głowy że atache spierdoli….. Ja w tym czasie byłem na studio…. Honza stanął w drzwiach przemoknięty do bólu. masz może 15 zl? zapytał. trudno było odmówić… w końcu przepiliśmy ubiegłej nocy kilka tysięcy…. jasne. masz 20…. dziękuję. a nie wiesz może kto jest dyrektorem tamtego banku? – PKO? nie wiem…. A kto może wiedzieć?- Nie mam pojęcia… to ja pójdę i sprawdzę…..
Jest przysłowie…. istnieją ludzie, którym jak łeb pod wodę wsadzisz, to oddycha dupą…..
to są właśnie tacy ludzie. niezatapialni. Kurestwo tego systemu sprzyja jednostką wyjątkowo zdesperowanym na omijanie prawa. ja sam, ku swej rozpaczy ciągle się waham. swego czasu żyłem na obczyźnie. łatwo przychodziło mi żyć w zgodzie z prawem. szyderca los, sprawił że znów jestem w tej cudownej krainie…..
Dodaj komentarz